czwartek, 31 lipca 2014

Carlos Ruiz Zafón - Książę Mgły

Źródło
Autor: Carlos Ruiz Zafón 
Tytuł: Książę Mgły 
Wydawnictwo: Muza
Strony: 198
Ocena: 7/10 

Carlos Ruiz Zafón należy do grona moich ulubionych autorów. Nie będę ukrywać, iż jestem oczarowana jego twórczością, a zwłaszcza Cieniem wiatru. Tym razem sięgnęłam po jego debiut. I wcale tego nie żałuję.  

Akcja powieści dzieje się w czasie niezwykle trudnym dla świata, podczas drugiej wojny światowej – w 1943 roku. Trzynastoletni Max,  który przez trwającą wojnę, wraz z rodziną przeprowadza się do małej nadmorskiej miejscowości. Zamieszkują opuszczony dom, należący kiedyś do rodziny Fleischmannów, którą spotkała rodzinna tragedia. I już od pierwszego dnia pobytu w nowym domu dzieją się bardzo dziwne rzeczy – pojawia się tajemniczy kot czy zepsuty zegar. Na dodatek Max odkrywa tajemniczy ogród oraz dziwne posągi przedstawiające cyrkową trupę na tyłach domu. Więcej o historii tego miejsca dowie się od kilkunastoletniego Rolanda oraz jego dziadka-latarnika. Wówczas pojawia się tajemniczy Książę Mgły i ponura tajemnica… 
Moim zdaniem treść książki przyciągnie każdego czytelnika. Strach wojny, nowy start, wrak statku, przyjaźń, tajemnicza postać Księcia Mgły, nieszczęśliwa miłość, magia i tajemnica. Czego chcieć więcej? 

Powieść jest niezwykła. Mroczna, trzymająca w napięciu i budząca grozę. Bohaterowie zaskakują swoją osobowością i postawą. Autor dzięki barwnym opisom ogromnie pobudza naszą wyobraźnię. Pierwsze strony są nijakie, jednak po kilkunastu stronach historia niesamowicie wciąga. Książkę czyta się z zapartym tchem. Zdecydowanie ta historia ma swój niepowtarzany magiczny charakter. Naprawdę jesteśmy w stanie uwierzyć w istnienie magii.
Książka jest zaliczana do literatury młodzieżowej mimo, iż autor w przedmowie pisze, że chciałby, aby była adresowana do wszystkich. Całkowicie się z tym zgadzam. Cała historia jest tak skonstruowana, że potrafi zaciekawić i wciągnąć każdego. Moim zdaniem książka jest o wiele za krótka. Te 200 stron powieści mija bardzo szybko.
Polecam więc, przede wszystkim fanom Zafóna, ale też tym którzy dopiero chcą rozpocząć przygodę z jego książkami. A mnie zostaje jak najszybciej sięgnąć po kolejną książkę autora – Pałac północy!  

 Złych wspomnień nie musisz brać ze sobą . I bez tego będą cię prześladować. [cytat z książki]
 
Carlos Ruiz Zafón Źródło

piątek, 25 lipca 2014

Jodi Picoult - Bez mojej zgody

Źródło
Autor: Jodi Picoult
Tytuł: Bez mojej zgody
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Strony: 440
Ocena: 8+/10

Każdy z nas zastanawia się nad tym, co będziemy robić jutro? Za tydzień? Za rok? Gdzie pojedziemy w przyszłe wakacje? Co będzie za 5, 10, 15 lat? Często gonimy za lepszą pracą, za pieniędzmi, karierą. Ale po co to wszystko w obliczu choroby? W obliczu śmierci? Czy tak naprawdę musimy wszystko mieć tak perfekcyjnie zaplanowane. Ktoś kiedyś mi powiedział szminka jest do ust, a plany są do d***. Wiecie chyba coraz bardziej zaczynam mu wierzyć. 

 

Co bym zrobiła gdyby bliska mi osoba zachorowała, i nagle potrzebowała mojej pomocy – krwi czy organu. Czy zdecydowałabym się udzielić takiego daru? Tak. Robiłabym wszystko co można, byle tylko uratować życie i zdrowie bliskiej mi osoby.  
Bohaterka powieści nie miała takiego wyboru. Anna Fitzgerald została poczęta metodą in vitro, by uratować życie swojej siostrze Kate, chorej na ostrą odmianę białaczki. Od pierwszych dni życia była dla siostry „dawcą”, ze względu na pełną zgodność dawcy z biorcą. Nigdy nie sprzeciwiała się, także nigdy nie zapytano ją o własne zdanie. I mimo, iż jest ona całkowicie zdrowa musi przebywać w szpitalu, poddawać się wszelakim zabiegom i operacjom. Teraz trzynastoletnia dziewczynka musi oddać swojej chorej siostrze nerkę. Jednakże Anna ma dość. Pozywa własnych rodziców do sądu, aby wyrokiem usamodzielnić się w sprawie zabiegów medycznych. Rodzina Fitzgeraldów staje w obliczu wielkiego dramatu i rozterek. Musi w końcu stanąć oko w oko z własnymi lękami i niewypowiedzianymi zdaniami. Razem.
Śmierć jest tutaj widoczna na każdej stronie książki. Czeka się na nią jak na jakiegoś długo wyczekiwanego gościa… Zakończenie powieści zdecydowanie spektakularne i nieprzewidywalne. 
Powieść napisana jest w sposób niezwykle emocjonalny. Związałam się z bohaterami. Brak w niej tradycyjnych rozdziałów. Mamy za to liczne retrospekcje, co ułatwia poznać całą historię i tragedię rodziny Fitzgeraldów. Poznajemy dokładnie historię każdego uczestnika historii. Anny – głównej bohaterki, Sary i Briana – rodziców Anny, Jesse’ego – starszego brata. W każdym ich opowiadaniu odnajdujemy wydarzenia związane z Kate. Każdy z nich boryka się ze swoimi problemami i ma odmienne zdanie na temat funkcjonowania rodziny. Pozwala to czytelnikowi na wysnucie własnych refleksji i wniosków.
Ciekawie ukazano również historię drugoplanowych postaci - adwokata i pani kurator. Choć w pewnych momentach kreacja tych bohaterów zaczęła mnie drażnić.
Książkę czyta się bardzo szybko, nie dłużyła mi się. Pomimo trudnej tematyki, napisana jest przystępnie. To jest moje pierwsze spotkanie z autorką. Myślę, że z pewnością nie ostatnie.
Niezwykła książka. Przeczytać powinien ją każdy, a potem wyciągnąć wnioski i refleksje. Bo to na pewno nie jest powieść o której się szybko zapomina. 

 Miłość jest równie piękna i równie trwała jak tęcza. Zachwyca od pierwszego wejrzenia, ale wystarczy mrugnąć i już po niej. [cytat z książki]


P.S. Wyjeżdżam na kilka dni, odpocząć i doładować baterie. Pozdrawiam Was serdecznie!


Jodi Picoult Źródło

wtorek, 22 lipca 2014

Carole Nelson Douglas - Dobranoc, panie Holmes

Źródło
Autor: Carole Nelson Douglas
Tytuł: Dobranoc, panie Holmes
Wydawnictwo: Bukowy Las
Strony: 378
Ocena: 6/10

Czy jest na sali osoba, która nie zna postaci Sherlocka Holmes’a ? Chyba niewiele osób podniosłoby rękę. Opowiadania o niesamowitym detektywie są chętnie czytanie i ekranizowane. Tym razem mamy jednak do czynienia nie z nim, a z panią detektyw. Otóż okazuje się, że jedynym godnym dla niego rywalem była właśnie kobieta… Nie bez powodu książka zatytułowana jest Dobranoc, panie Holmes, gdyż drogi Holmesa i Adler skrzyżują się i będzie to prawdziwy pojedynek…


Irene Adler, bo o niej tu mowa – to piękna, czarująca i tajemnicza dama. Utalentowana aktorka i śpiewaczka operowa. Ponadto obdarzona zmysłem obserwacji, sprytem i dużą inteligencją. I ten cięty język! Diwa „po godzinach” prowadzi śledztwa na zlecenia takich sław jak Oscar Wilde, czy jubiler Tiffany.  
Brylantowy pas Marii Antoniny, śmierć w podejrzanych okolicznościach czeskiego króla, srebrne puzderko ze zdjęciem, tajemniczy kufer, nagła ucieczka –  z tym będzie musiała się zmierzyć nasza bohaterka. 
W książce poznajemy ją z punktu widzenia przyjaciółki – Penelope Huxleigh – kobiecej wersji doktora Watsona. Córka pastora włóczy się po niebezpiecznym Londynie i poszukuje schronienia. Pomocną dłoń wyciąga do niej nieznajoma - Irene. To spotkanie odmienia jej życie i już jako przyjaciółka Adler zostaje wplątana w wir nadzwyczajnych zdarzeń i intryg. Sama pani detektyw jest zupełnym przeciwieństwem nieśmiałej narratorki. Artystka i córka pastora – mieszanka wybuchowa? Nic bardziej mylnego.
Warto zaznaczyć, że postać Irene Adler stworzył sam Artur Conan Doyle na potrzeby opowiadania Skandal w Czechach. Trzeba przyznać, książkę czyta się jakoby była uzupełnieniem przygód Sherlocka Holmesa. Choć nie w tak mistrzowskim wykonaniu.
Autorka poruszyła dość drobiazgowo realia ówczesnej epoki. Świetnie przelała na papier klimat XIX Londynu – podczas czytania spotykamy wytworne damy, dżentelmenów, omnibusy, bankiety śmietanki towarzyskiej i królewski przepych. I klimat ten uchwyciłam, ale nic poza tym… Z ciekawostek dodam także, że jest w tej powieści nawet kilka zdań o warszawskim teatrze czy największej polskiej rzece – Wiśle. 
Akcja dzieje się dość szybko i chaotycznie. Styl jest lekki i przyjemny, co też ułatwia szybkie czytanie.  
Nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała o okładce, która jest moim zdaniem bardzo przyjemna dla oka. Ładna kobieta w zielonej sukni ze lupą w ręku, a w tle spowity mgłą Londyn.

Nie umiem jednoznacznie ocenić książki. Z jednej strony - bardzo podobał mi się klimat, barwne opisy i język powieści. Z drugiej nie odczułam jakiś szczególnych emocji. To powieść dobra na dwa-trzy wieczory. Zapewne z czystej ludzkiej ciekawości sięgnę po dalsze losy Irene Adler.  

Miłego dnia! :)
Carole Nelson Douglas Źródło

Recenzja bierze udział w wyzwaniu: Książka jest Kobietą oraz Grunt to okładka.

sobota, 19 lipca 2014

MFB TAG: Moja pierwsza książka

Do zabawy nominowała mnie NadaKsiążkowy zawrót głowy, za co bardzo serdecznie jej dziękuję. :)

Tematem tagu są różne książki w moim życiu, te pierwsze. Zatem cofnijmy się w przeszłość… 

Książki są wokół mnie od zawsze. Swoje dzieciństwo wspominam z uśmiechem na twarzy. Dużo czasu spędziłam u dziadków. Moja babcia miała ogromną bibliotekę, którą ma do tej pory. Jako dziecko uwielbiałam wraz z siostrami bawić się w „bibliotekę”. Wypisywałyśmy rewersy, zakładałyśmy karty biblioteczne i wypożyczałyśmy książki zmyślonym czytelnikom. Ale to była frajda… Pamiętam Wielką Encyklopedię PWN – to kilkunastotomowe wydawnictwo przerażało mnie. Teraz jak odwiedzam moją babcię patrzę na owe książki z uśmiechem na twarzy. U mnie w domu nie czytało się dużo, dlatego myślę, że zamiłowanie do czytania mam po babci. To właśnie od niej dostawałam pierwsze moje skarby. Ależ sentymentalnie się zrobiło… Jednakże przejdźmy do meritum.  

Pierwsza lektura, zapewne szkolna w moim życiu, która mi przychodzi do głowy to Na jagody Marii Konopnickiej. To był czas szkoły podstawowej, i chyba wystawialiśmy przedstawienie. I każdy musiał tą książkę przeczytać. Uwierzycie mi, że mam to kilkunastostronicową książeczkę do tej pory?! 
Pierwsza książka, którą pokochałam. Tu odpowiem bez namysłu – Ania z Zielonego Wzgórza Lucy M. Montgomery. Książkę dostałam od wspomnianej już przeze mnie - babci. Czytałam już ją kilka razy, i chętnie do niej wracam pamięcią.
Szczerze mówiąc, nie wiem czy jest jakaś pierwsza książka, którą znienawidziłam. Są książki, których nie lubię, ale czy nienawidzę. Zapewne nie lubię Chłopów Władysława Reymonta. To była moja lektura szkolna w szkole średniej Naprawdę katowałam się, żeby ją przeczytać. Wspominam  niezbyt mile ten czas spędzony z książką. 
Pierwszą książką, którą sama kupiłam. Kolejne trudne pytanie. Naprawdę nie pamiętam. Często kupowałam lektury szkolne, żeby móc po nich czasami coś podkreślić ołówkiem. Ale z takich „poważnych książek” to kojarzy mi się Harry Potter i Kamień Filozoficzny Joanne K. Rowling. Muszę przyznać, że wtedy zupełnie pochłonął mnie świat magii i Hogwartu. I tak jest do chwili obecnej.   
Pierwsza książka, którą wypożyczyłam – to chyba Tajemniczy ogród Francesa H. Burnett’a. Bardzo lubię tę powieść. Kojarzy mi z beztroskim dzieciństwem, kiedy wszystko było takie proste… 
Pierwsza książka, którą sprzedałam – nie istnieje. Dopiero teraz zamierzam trochę książek sprzedać, żeby zrobić miejsce na nowe nabytki. Brakuje już miejsca na półkach. (Na blogu pojawiła się podstrona dotycząca sprzedaży bądź wymiany moich książek, na bieżąco będę ją uzupełniać – klik). 
Pierwsza książką, którą zrecenzowałamZacisze 13 Olgi Rudnickiej. Bardzo lubię styl pisania pani Olgi – lekki i humorystyczny. Ot taki umilacz czasu. 
Pierwsza nieskończona książka – z reguły staram się wytrwać do końca książki. Nie licząc książek, że tak powiem historycznych – czytanych na studiach, to chyba nie ma takiej lub po prostu jej nie pamiętam. 
Pierwsza książka, która mnie doprowadziła do łez, to zdecydowanie Harry Potter i Insygnia Śmierci. Rzadko się wzruszam przy książkach, częściej zdarza mi się to przy filmach. Jednakże, wydarzenie z profesorem Severusem Snapem pod koniec książki jest dla mnie strasznie wzruszającym momentem. Nie chcę spojlerować tym, którzy nie czytali książki… Czy ktoś nie czytał serii o Harrym? ;) 
Pierwsza książka, której ekranizację obejrzałam to Harry Potter i Kamień Filozoficzny. Chyba tak. Historia stworzona przez J.K. Rowling ogromnie wpłynęła na moje dzieciństwo. Pamiętam jak stałam ze straszą siostrą w kolejkach przed księgarnią w nocy, tylko po to by dostać nowiutki egzemplarz książki. Zdecydowanie byłam na fali Potteromanii :) I chyba zostanę na zawsze. I wiecie dobrze mi z tym! 
Pierwszą serią, którą przeczytałam to znów wspomniana już przeze mnie, historia Ani z Zielonego Wzgórza i jej kolejne burzliwe losy. Strasznie związałam się emocjonalnie z postacią rudowłosej dziewczynki. Może była jakaś wcześniej, ale nie pamiętam ;) 
Pierwszą książką, którą pamiętam z dzieciństwa to Moje bajki Jane King. Pięknie ilustrowana książka dla dzieci z bajkami takimi jak Czerwony Kapturek czy Kopciuszek. Otrzymałam tą książkę na koniec zerówki i potem ciągle domagałam się (!) czytania do snu właśnie z tej mojej magicznej książeczki.
Jeśli chodzi o pierwszą książkę, na której wydanie czekałam, to trudno mi jest sobie przypomnieć. Jest wiele książek na które czekałam i znów nieustannie czekam. Warta podkreślenia jest seria Pieśni Lodu i Ognia Georga R. R. Martina. Zaczęłam czytać i kupować książki ze wspomnianego cyklu z okładkami serialowymi. I tak katuje się od sezonu do sezonu aż pojawi się nowa świeżutka książeczka :) 
Pierwsza książka, do której świata chciałabym się przenieść – znów będę monotematyczna – do magicznego świata Harrego Pottera. Nie chciałam być mugolem ;) Pierwsza powieść ze świata Harrego, była zdecydowanie tą pierwszą książkę, która sprawiła, że na wieki wieków, zakochałam się w czytaniu.   
To jest koniec moich wspominek. Tym razem ja serdecznie zapraszam do zwierzeń Healy Room i Elfik Book z lustrzanej nadziei i Oliwię z Zaczytanej Blondynki. Mam nadzieję, że dziewczyny przyłączą się do wspomnień. Zachęcam także innych chętnych do podzielenia się swoimi wspomnieniami dotyczącymi swoich pierwszych książek. 

Miłego popołudnia! :)

Więcej o samym tagu na blogu autorek: klik


 

środa, 16 lipca 2014

Ildefonso Falcones - Katedra w Barcelonie

Źródło: Internet



Autor: Ildefonso Falcones   
Tytuł: Katedra w Barcelonie   
Wydawnictwo: Albatros
Strony: 701
Ocena: 7/10 

Katedra w Barcelonie to powieść historyczna napisana z wielkim rozmachem. Powieść była debiutem literackim autora. 
Ildefonso Falcones przenosi czytelnika do czternastowiecznej Barcelony, którą dotknęły liczne niepokoje religijne, niesprawiedliwości czy wojny. Autor ukazuje nam historię wielkich rodów, tragicznych miłości, przemocy czy zemsty. Na kartach historii znajdziemy historię małego, zagubionego chłopca, następnie młodego mężczyzny zafascynowanego wojną. To książka o potędze wiary, miłości i pożądaniu, powinności małżeńskiej, honorze i zemście, rodzicielstwie, niesprawiedliwym feudalizmie czy metodach inkwizycji. Do wyboru do koloru..

Głównym bohaterem jest Arnau Estanyol – syn zbiegłego chłopa pańszczyźnianego. Wraz z biegiem stron powieści powieści staje się tragarzem, bankierem, konsulem morskim, aż w końcu więźniem inkwizycji. Arnau dorobił się wielkiej fortuny jednak nie miał on szczęścia w miłości. Kobiety jego życia były dla niego obojętne albo chciały go zniszczyć. Dopiero na końcu powieści uśmiechnął się do niego los... Wątki miłosne w książce zostały dość mocno zaakcentowane, jednakże momentami były dla mnie dość mocno naciągane.
Z losami głównego bohatera splata się historia kościoła Santa Maria del Mar, budowanego rękami mieszkańców dzielnicy Ribera. Jednego z najpiękniejszych kościołów na świecie, budowany nieprzerwanie przez ponad pięćdziesiąt lat.

Autor książki serwuje nam sporą dawkę historii Barcelony. Ukazuje nam życie codzienne ówczesnych mieszkańców. Pokazuje jak funkcjonowały stosunki feudalne. Zwraca uwagę na rolę kobiety w społeczeństwie i wiele innych aspektów życia średniowiecznej Barcelony. W powieści mamy wiele zwrotów łacińskich zaczerpniętych z wówczas obowiązującego prawa, jednakże wcale nie przeszkadza to czytelnikowi w odbiorze. Fakty historyczne zostały bardzo umiejętnie wplecione w powieść. Nawet dla laika jest to dawka lekkostrawna ;) 
Przyznaję, że udało się autorowi stworzyć ciekawą fabułę trzymającą w napięciu już od pierwszych stron. Powieść czyta się szybko i łatwo. Głównie za sprawą prostego w odbiorze języka. Na kartach powieści mamy do czynienia z wielością intryg, dzięki  którym czytelnik nie ma prawa się nudzić przy lekturze. Z pewnością sięgnę po pozostałe dzieła tego autora.


Polecam tę książkę wszystkim miłośnikom powieści historycznej. Idealna na urlop czy wakacje.


 "Kobiety to istoty z natury przewrotne, lubują się w sprowadzaniu mężczyzn na złą drogę(...) są niczym powiew wiatru, są w ciągłym ruchu, zupełnie jak powietrze(...)kobietom z natury brakuje zdrowego rozsądku i tym samym ich wrodzona przewrotność jest niepohamowana(...) Mędrcy twierdzili, że kobiety są- również z natury- oziębłe i gnuśne, a jak wiadomo, zimne przedmioty, gdy już się zajmą, płoną gwałtownie." [cytat z książki]

Ildefonso Falcones Źródło: Internet

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...