Autor:
Yrsa Sigurdardóttir
Tytuł:
Trzeci znak
Cykl:
Thora (tom 1)
Wydawnictwo
Muza
Liczba
stron: 382
Ocena:
6/10 – dobra
Przyznaję,
że literatura skandynawska jest dla mnie ciągle gatunkiem nie odkrytym.
W tych powieściach jest to coś, co mnie szalenie ciekawi. Na książkę z tego gatunku natrafiłam
dość przypadkowo. Przeczytałam zachęcającą recenzję, tematyka oraz mroczny i
magiczny klimat skusił mnie. Oprócz tego książka jakby czekała na mnie w bibliotece.
Trzeba przyznać, że Trzeci znak to przyzwoity
islandzki kryminał, który wciągnie Was bez reszty. A to dopiero pierwsza
książka z serii, której główną bohaterką jest prawniczka Thora.
Opis książki:
Niemiecki
student historii, Harald Guntlieb zostaje zamordowany na terenie Uniwersytetu
Islandzkiego. Jego zwłoki zostały zbezczeszczone. Mężczyzna prowadził badania dotyczące
prześladowań czarownic w szesnastym wieku na terenie Niemiec i Islandii. Wychodzi
też na jaw, że prowadził dość ekscentryczny tryb życia. Czarna magia, dziwne
tatuaże, satanistyczne rytuały i narzędzia tortur. A wokół tego wszystkiego starodruk
Malleus Maleficarum.
Natomiast policyjne dochodzenie staje w martwym punkcie, dlatego rodzice ofiary zlecają śledztwo prawniczce
Thorze, samotnej matce wychowującej dwójkę dzieci. Czu uda się jej odnaleźć prawdziwego
sprawcę? Przekonajcie się sami :)
Moja opinia:
Trzeci znak przeniesie Was do świata czarnej magii, stosów i czarownic, jak i rodzinnych sekretów. Książka zaczyna się od bardzo ciekawego prologu. Mamy morderstwo i już domniemanego sprawcę uczynku. Jednak czy na pewno tego właściwego? Następnie kolejno poznajemy świetnie skonstruowanych bohaterów, którzy od razu zapadają w pamięci czytelnika.
Trzeci znak przeniesie Was do świata czarnej magii, stosów i czarownic, jak i rodzinnych sekretów. Książka zaczyna się od bardzo ciekawego prologu. Mamy morderstwo i już domniemanego sprawcę uczynku. Jednak czy na pewno tego właściwego? Następnie kolejno poznajemy świetnie skonstruowanych bohaterów, którzy od razu zapadają w pamięci czytelnika.
Prawniczka,
samotna matka 16-letniego syna Gylfiego i 6-letniej córki Soley. Niezależna, trochę niepoukładana i żyje z dnia na dzień. Kobieta od
pierwszej strony skradła moją sympatię. Z dużą ciekawością śledziłam rozwój
relacji z współpracownikiem Matthew, z którym wspólnie próbuje rozwiązać zagadkę
morderstwa młodego studenta. Z każdą kolejną stroną piętrzą się pytania i pojawiają się kolejne
elementy układanki. A każdy nowy trop wiąże się z historią polowań na czarownice
w średniowiecznej Europie i niechlubną historią kościoła katolickiego. Autorka
bardzo skrupulatnie przedstawiła tło historyczne. To świetnie skonstruowana
historia, logiczna i bez niepotrzebnych udziwnień.
Emocje
są, a i owszem, choć może trochę ich za mało. Jednak dla mnie wystarczająco. Zakończenie
absolutnie pozytywnie mnie zaskoczyło. Kryminał został napisano lekko, z
humorem oraz dbałością o szczegóły. Przewracając kolejne strony uderzyło mnie
to, że niebywale czuć mroźny i ten tajemniczy klimat Islandii. Ponadto te
strony „lecą” same, bo zanim się obejrzałam dotarłam do końca powieści. Nie
żałuję ani chwili spędzonej przy tej książce.
Podsumowanie:
Czary,
morderstwo, tajemnicze rytuały – jeśli ktoś lubi takie klimaty na pewno będzie
zadowolony. Wielbiciele kryminałów, także niech śmiało sięgają po książkę!
Książka
przeczytana w ramach wyzwania:
~ Kiedyś przeczytam (16/30)
~ Kiedyś przeczytam (16/30)